szukaj      Start   Wydarzenia   Przewodnik po przedszkolu   Galeria zdjęć   Kontakt
Misja
Historia
Życiorys Św. Urszuli Ledóchowskiej
O zgromadzeniu
Tradycje
Kadra przedszkola

Zajęcia dodatkowe
Grupy
Zapisy
Kącik dla rodziców

Mów do mnie mądrze

Mów do mnie mądrze  
 
 Większość rodziców myśli, że na przyszłość dzieci wpływa to czy będą dobrymi uczniami, czy uprawiają sport i zdrowo się odżywiają. Nie zdają sobie sprawy jak duże znaczenie mają codzienne rozmowy. O tym jak rozmawiać z dziećmi z psychologiem Justyną Korzeniewską rozmawia Maja Stasińska.

- Jakie znaczenie mają słowa, które rodzice wypowiadają do swoich dzieci?

- Istnieje bardzo duża zależność między tym, co rodzice mówią do dzieci, a tym na jakich ludzi one wyrastają. Na podstawie komunikatów dziecko tworzy obraz samego siebie, dostaje odpowiedź, jak rodzic je widzi, czego od niego oczekuje

- Jakie najczęściej popełniają błędy?

- Dużym błędem jest mówienie ogólnikami: „zawsze jesteś niegrzeczny”, „nigdy się tego nie nauczysz”, „jak zwykle mnie zawiodłeś”. W ten sposób dziecko dostaje sygnały, że rodzic nie wierzy w to, że kiedyś spełni jego oczekiwania, bo przecież „nigdy się tego nie nauczy”. Takie słowa działają na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Ono myśli: „skoro zawsze jestem niegrzeczny, to nie ma sensu się starać”. To demotywuje to pozytywnych działań, odbiera dziecku nadzieję na poprawę.                                    

- Jak „nigdy” i „zawsze” wpływa na dorosłe życie?

- Dziecko, a w przyszłości dorosły nie ma zaufania do siebie i poczucia kontroli nad swoim życiem. Jest przekonany, że wszystko dzieje się za sprawą jakiegoś ślepego losu. Z jednej strony taka osoba ma poczucie bezradności, a z drugiej zdejmuje z siebie poczucie odpowiedzialność za własne czyny. Myśli: „Przecież „nigdy” mi się nie udawało, to nikt nie ma prawa oczekiwać ode mnie, że tym razem będzie inaczej. Tak już ten świat jest zorganizowany, że mi nic się nie wychodzi.” Nie czuje się autorem swojego życia.

- Na co zamienić słowa „zawsze” i „nigdy”?

- Przede wszystkim rodzice powinni określać, co konkretnie dziecko robi źle. Ono powinno wiedzieć, w jaki sposób jego czyny wpływają na życie. Zamiast mówić: „jak zwykle nie potrafisz bawić się z dziećmi”, lepiej wyjaśnić: „Jeśli będziesz zabierał koledze zabawki, to on nie będzie chciał się tobą bawić”. Rodzicom czasami trudno uwierzyć, że najbardziej skuteczna jest ciepła, rzeczowa, spokojna rozmowa. Wydaje im się, że jeśli nie przynoszą efektów prośby, groźby i krzyki, to tym bardziej dziecko nie posłucha, jeśli będą mili i cisi. Nie mają zaufania do samych siebie. Autorytet budują na agresji.
 
- Często rodzice tłumaczą się, że nie mają czasu na długie rozmowy z dziećmi?

- Bywa, że rodzice nie rozmawiają z dziećmi, ale wydają im szybkie instrukcje: „Nie płacz, zaraz to naprawimy”, „Uśmiechnij się, nic się nie stało”. Bywa też, że natychmiast kupują coś słodkiego, żeby je pocieszyć na zasadzie: „Masz tu batonika i bądź cicho”. Dziecko faktycznie przestaje płakać, ale nie dlatego, że uciszyło swój sumek, tylko dlatego, że nie czuje przyzwolenia na przeżywanie emocji. Często rodzice robią to w dobrych intencjach, bo chcą, żeby dziecko cierpiało możliwie najkrócej. Wydaje im się, że problem zniknie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie zniknie. Trzeba pozwolić dzieckuwyrazić emocje, opowiedzieć o sytuacji i zachęcić, żeby samo poszukało dobrych rozwiązań, albo poszukać ich wspólnie. Często, jeśli wysłuchamy je, może się okazać się, że problem leży gdzie indziej, niż nam się na początku wydawało. Błędem jest bagatelizowanie i negowanie emocji kiedy mówimy: „Nie płacz, nie ma się czym martwić”, „Zobaczysz, kiedy dorośniesz, to nawet nie będziesz tego pamiętać”, „Wstyd bać się takiego małego pająka”. Zapominają, że to co dla dorosłego jest drobiazgiem, dla dziecka może być dramatem. W dorosłym życiu taka osoba będzie odcięta od swoich emocji; nie będzie umiała ich rozpoznawać, przeżywać i radzić sobie ze swoimi uczuciami.

- Bywa, że dzieci wyrażają swoje emocje tupiąc na środku ulicy, albo kładąc się na podłodze w sklepie, czy kopiąc młodszego brata. Jak w takiej sytuacji pozwolić dziecku na wyrażanie emocji?

- Uczmy dziecko, że są takie sposoby i sytuacje, kiedy możemy rozładować emocje i takie, kiedy tego nie robimy. Np. w miejscach publicznych nie kładziemy się na podłogę i kopiemy, nie plujemy, nie krzyczymy. Jeśli dziecko w ten sposób się zachowuje, postarajmy się wtedy nie poświęcać mu uwagi, bo ono odbierze to jako nagrodę za złe zachowanie. Pokażmy, że nie akceptujemy takiego zachowania, co nauczy dziecko tego, że w przyszłości za to może spotkać go odrzucenie społeczne, np. brak sympatii kolegów. Nauczmy dziecko rozładowywać emocje. Powiedzmy: „Widzę, że jesteś zły, ale nie można kopać brata, lepiej idź pokop piłkę”, pójdźmy z dzieckiem na spacer, możemy dać mu „poduszeczkę-nerwuskę” i kiedy jest złe, może nią porzucać. Pamiętajmy, że nie powinna ona służyć jednocześnie do innych celów. Kiedy emocje już nieco opadną, wtedy zapytajmy dziecko, dlaczego tak się zdenerwowało, przytulmy je, wysłuchajmy, pomóżmy znaleźć rozwiązania sytuacji. Emocje to energia, która musi znaleźć swoje ujście. Jeśli będziemy negować emocje dziecka, to w dorosłym życiu, taka osoba szybko otrze łzy i powie, że wszystko jest w porządku. Ale w rzeczywistości nic nie będzie w porządku. Małe dzieci rzucajązabawkami, a dorośli kamieniami. Dziecko kopnie kolegę, a dorosły weźmie do ręki kij bejzbolowy. Osoby, które nie wiedzą „co im w duszy gra”, gorzej radzą sobie w życiu i źle funkcjonują w społeczeństwie.
 
- Moja przyjaciółka zawsze była bardzo zdolną uczennicą, ale rodzice nigdy jej nie pochwalili. Kiedy dostawała piątki, to było normalne, ale jeśli przyniosła czwórkę, to mówili: „Dlaczego nie piątkę?” Nie skończyła studiów i nie odniosła sukcesów.

- Bywa, że rodzice zwracają uwagę na dziecko dopiero wtedy, kiedy zrobi coś negatywnego. Pozytywne rzeczy traktują jak normalny stan rzeczy. Wtedy dziecko jest przekonane, że jedne co ma, to problemy. Może być wzorowym uczniem, ale i tak nie myśli o sobie: „Jestem dobrym uczeniem, który czasami ma czwórki”, ale „Jest źle, bo bywa, że dostaję czwórkę”. Nikt nigdy mu nie pokazał, że osiąga też sukcesy. Jeśli nie chwalimy dziecka, to ono buduje przekonanie, że jest mało wartościowe. Nie potrafi adekwatnie ocenić swoich możliwości. Unika nowych wyzwań z obawy przed porażką, będzie poddawał się bez walki. Przez to wiele może w życiu stracić.

Nie ma też sensu mówić: „Nie martw się, czwórka to też dobra ocena”, bo może dziecko włożyło wiele pracy w naukę i czuje się rozczarowane niższą oceną. Żeby rozmowa miała wartość, musimy wiedzieć, co na ten temat myśli dziecko. Jeśli jest rozczarowane, że dostało czwórkę, to porozmawiajmy z nim: „Wiem, że liczyłeś na więcej, zastanówmy się, co się stało. Może miałeś gorszy dzień, albo ten materiał był dla ciebie trudniejszy?”.

- Czasami rodzicom się wydaje, że nagany zmobilizują dziecko do pracy, a pochwały je rozpieszczą i zepsują.

- Musi być równowaga między karami, a nagrodami. Jasno mówmy, co dziecko robi dobrze, a co źle: „Świetnie, że zmobilizowałeś się, nauczyłeś i dostałeś piątkę”, albo: „Nie podoba mi się, że nie mobilizujesz do nauki.” Chwalmy i gańmy dziecko adekwatnie do sytuacji. Czasem warto też powiedzieć: „Jesteś odważny, bo przynajmniej spróbowałeś”, nawet jeśli efekt nie jest idealny. Mądre chwalenie nie rozpuści dziecka, ale zmobilizuje je do pracy i pomoże zbudować poczucie własnej wartości.

- Dlaczego rodzice popełniają tyle błędów rozmawiając z dziećmi ?

- Bo nie są świadomi, w jaki sposób ich słowa mogą wpłynąć na życie dziecka. Często powielają schematy, których sami doświadczyli. Błędy wynikają też z poczucia bezradności, kiedy rodzic nie wie, jak ma skłonić dziecko do zmiany zachowania: żeby zaczęło się dobrze uczyć, sprzątało zabawki. Nie zdaje sobie sprawy, że im bardziej dosadne określenia stosuje, tym mniejszy pozytywny wpływ ma na dziecko. Zapomina, że monolog to nie rozmowa. I że nawet małemu dziecku należy się szacunek.

- W jaki sposób powinniśmy okazywać dziecku szacunek?

- Nie narzucajmy, co ma czuć i myśleć, bo w ten sposób okazujemy brak szacunku dla jego przeżyć i emocji. Pytamy, jakie ma pomysły i rozwiązania. Oczywiście, że dziecko nie ze wszystkim sobie samo poradzi, często potrzebuje wsparcia rodziców. Ale czym innym jest wspieranie, a czym innym narzucanie zdania. Warto zrobić przestrzeń do rozmowy, nie tylko dawać reprymendy i dobre rady, ale przede wszystkim wysłuchać, co dziecko ma nam do powiedzenia. To są często bardzo ciekawe rzeczy!

dr Justyna Korzeniewska - psycholog,
autorka książki „Rozmowy z dzieckiem. Proste odpowiedzi na trudne pytania”.
Artykuł ukazał się 8 sierpnia 2009r na stronie www.dziecko.onet.pl

źródło: http://www.szkolarodzicow.pl/index.php/artykuly/86-mow-do-mnie-mdrze

Start   Wydarzenia   Przewodnik po szkole   Galeria zdjęć   Kontakt